|
W szpitalnym korytarzu
był lekki tłok. Tak, jak to często bywa jesienną porą,
przychodnię oblegali chorzy w większej liczebności niż zazwyczaj.
Szara i deszczowa aura sprzyjała wszelakim infekcjom układu
oddechowego. Kilka osób ustawionych w kolejce pokasływało,
chudzielec w dresowej bluzie głośno wydmuchiwał nos, jakaś
babinka żywo objaśniała historię swojej choroby sąsiadce. Za
nimi, gdzieś w środku stawki, stał prawie nieruchomo wysoki
mężczyzna w średnim wieku. W zasadzie tylko on nie przejawiał
żadnych widocznych, zewnętrznych objaw choroby. Gdyby jednak się
przyjrzeć bliżej, dostrzec można by dziwnie żółte białka oczu.
Minęła godzina i
kolejka przesunęła się o kilka metrów do przodu. Z gabinetu
słychać było doniosłe „Następny!” i zakatarzony chudzielec
wszedł do środka. Starsza pani jeszcze nie skończyła swej
opowieści, wdając się często w dygresje, nadawała dalej
monotonnym, choć coraz to bardziej przejmującym głosem. Jej
rozmówczyni wydawała się być cały czas jednakowo zainteresowana
opowieścią, przytakując co chwila. Natomiast mężczyzna stojący
za nimi zaczął się niecierpliwić. Już nie stał tak spokojnie
jak przedtem, dreptał z nogi na nogę z rękoma zaplecionymi na
piersi. Wyraz jego twarzy także się zmienił, nie wyrażał juz
niczego, lecz tworzył wyraźny grymas. Cera zbladła i nabrała
niezdrowego zielonkawego koloru. Tymczasem z przodu rozmowa przeszła
na konspiracyjno - ciekawski ton:
- A słyszała pani co
spotkało Grzelakowo z osiedla? - zagadnęła staruszka.
- Nieee - odpowiedziała
młodsza, przesadnie przeciągając zgłoskę.
- Podobno zabił ją
jakiś wampir! Biedaczka nie miała nikogo, kto by się nią
zainteresował i znaleziono ją dopiero po tygodniu. Sprawdzali gaz
czy cuś... i znaleźli trupa!
- Co też pani mówi -
ożywiła się tamta - to już do nas ta zaraza przylazła? Słyszy
się w telewizji o różnych takich w Ameryce, ale żeby u nas?
- Sama pani widzi co
przez te Amerykie mamy? Lezie do nas wszystko co najgorsze!
- Święta racja, święta
racja... a i będzie tydzień jak Malińska zaginęła. Ludzie mówią,
że za jakim chłopem się puściła.
- A kto ją tam wie. Może
i ją jaki wampir udusił?! Sama pani widzi co się wyrabia na tym
świecie...
Mężczyzna stojący obok
zaczął się teraz kiwać na boki a z kącika ust ciekła mu strużka
śliny.
- Następny! - staruszka
pokuśtykała do gabinetu.
Mężczyzna zaczął
sapać, jego skóra na rękach przybrała bladozielony kolor. Teraz
już ludzie patrzyli tylko na niego. Bez względu na to co mu
dolegało, wyraźnie mu się pogorszyło. Po kilku minutach staruszka
z receptą w rękach wyszła z gabinetu. Mężczyzna nie czekał na
swoją kolej i ruszył w stronę drzwi taranując kobietę z przodu.
Nie zdążyła nawet zareagować bo po chwili znalazł się już w
środku. Jego ruchy stały się nieokrzesane, jakby miał zdrętwiałe
ciało. Wyciągnął ręce przed siebie i szedł w stronę lekarza
wydając z siebie gardłowy bełkot. Nagle zawadził kończyną o
krzesło i runął na podłogę. Lekarz pośpiesznie, aczkolwiek ze
spokojem sięgnął do chłodziarki po ampułkę, napełnił
strzykawkę i wbił igłę w ramię leżącego. Ten wydał z siebie
kolejne jęki, po czym znieruchomiał. Po chwili jednak zaczął
ponownie się gramolić, lecz radził sobie już wyraźnie lepiej.
Gdy udało mu sie usiąść na krześle, doktor sięgnął ponownie
do lodówki i podał mu kawałek surowego, krwistego mięsa. Pacjent
bez zastanowienia wgryzł się w ochłap wyglądający jak kobieca
pierś, wydając z siebie pomruki zadowolenia, a wygląd jego skóry
począł wracać powoli do normy.
- Będziemy musieli znowu
zapolować bracie - odezwał się lekarz - jeszcze trochę
cierpliwości a nasi naukowcy na tyle ulepszą serum, że pozbędziemy
się raz na zawsze tej poniżającej stereotypowej formy zombizmu. A
wtedy nasz wspaniały gatunek raz na zawsze zdominuje świat!
27.10.2008
wyróżnienie w konkursie Week of the Dead przez ZombieZone
|