|
Zeon czuwał w kabinie
sterowniczej już czwartą dobę. Do zamiany z Leo pozostały jeszcze
cztery godziny. Zgodnie z naturą Neofromian optymalnym wypoczynkiem
dla gibkiego, galaretowatego ciała było sto godzin leratgu. Zatem
podczas gdy jeden członek załogi statku czuwał przy aparaturze,
drugi regenerował swój układ nerwowy w kabinie radiacyjnej. Ciała
Neoformian były niemal idealne. Nie potrzebowały pożywienia, gdyż
nie posiadały prymitywnego układu pokarmowego; nie potrzebowały
także tlenu. Cały geniusz tej wspaniałej istoty rozumnej opierał
się na fotosyntezie. Wystarczyło światło gwiazd, by
mleczno-przeźroczysta masa, stanowiąca 95% objętości tej istoty,
sama sobie wyprodukowała tlen, minerały czy też energię.
Jak do tej pory na
monitorach w kokpicie nic ciekawego się nie wydarzyło. Kilka
samotnych asteroid i nieciekawe pod względem składu chemicznego
mijane planety licznych układów. Zeon z zaciekawieniem obserwował
materiał filmowy przechwycony kilka tygodni wcześniej z nadajników
krążących wokół tej nowo odkrytej planety. Wywnioskował z
materiału, że tam doba również trwa około 24 godzin, podobnie
jak na Neoformii. Poza tym bardzo dziwna rzecz. Ludzie, bo tak siebie
nazywają te istoty rozumne, mają sprzeczne obsesje np. jeśli
chodzi o środowisko na ich planecie. Z jednej strony podejmują
desperackie kroki by zachować naturalną równowagę biologiczną, z
drugiej zanieczyszczają i zatruwają swoją atmosferę, wodę i
glebę – środki niezbędne do funkcjonowania tych jakże
niefortunnie ukształtowanych istot. Zadziwia to, że w ogóle
potrafią przeżyć z takimi ułomnościami jak potrzeba pożywienia,
tlenu czy słabościami układu nerwowego. A przecież posiadają na
swojej planecie tak wielki skarb, który mógłby przynajmniej z tej
ostatniej uczynić wspaniałe narzędzie przetrwania. Podobno wiele
tysiącleci wstecz Neoformianie byli równie prymitywną formą
życia, lecz odkrycie zbawiennego działania naturalnego
promieniowania niektórych pierwiastków uczyniło ich istotami
praktycznie nieśmiertelnymi. Od tamtej pory ich ciała wyewoluowały
do formy obecnej, najdoskonalszego organizmu we Wszechświecie.
***
- Czas na letarg –
pomyślał Zeon i lewitując nad podłogą statku, skierował się do
kabiny regeneracyjnej.
„Aby być wiecznym i
mieć w pełni sprawny układ nerwowy, specjaliści radzą regularnie
się naświetlać. Należy przestrzegać zasady stu godzin.” -
rozbrzmiał komunikat, wysyłany na częstotliwościach
telepatycznych. Neoformianie porozumiewali się wyłącznie poprzez
układ nerwowy, używając odpowiednich częstotliwości fal
elektromagnetycznych. Zeon zbliżył się do kabiny z Leo. Właśnie
automatyczne zamki puściły i uchyliła się pokrywa sarkofagu. Na
zewnątrz wydostał się zielony obłoczek gazu, nasycony
pierwiastkami radioaktywnymi. Gaz owionął ciało Zeona, który z
rozkoszą wchłonął tyle cennych drobinek ile się dało. Przeszedł
go dreszcz podniecenia na myśl czekających go stu godzin rozkoszy.
Pokrywa odsunęła się zupełnie i z wnętrza wydostała się Leo.
- Wspaniale wyglądasz,
moja droga – pomyślał Zeon.
- Sto godzin ekstazy robi
swoje – odpowiedziała mu Leo - jaka szkoda, że nie możemy w
letargu trwać wiecznie, zatracić się w pieszczocie naszych zmysłów
– rozmarzyła się.
- Wiesz dobrze, że
źródła środków radioaktywnych są ograniczone, pewnego dnia
gdybyśmy się obudzili z takiego letargu, nie zostałoby już nic,
to by było straszne rozczarowanie. Poza tym po takiej dawce
radiacji, bylibyśmy już całkowicie uzależnieni. Raczej
umarlibyśmy bez tego.
- Och Ty zawsze musisz
popsuć mi dobry humor.
- Po prostu zazdrościsz
mi, że teraz jest moja kolej.
Zeon miał rację. Leo
już czuła tęsknotę za tym, czego przed chwilą doświadczała.
Nie przyznawała się do tego, by nie być posądzonym o
uzależnienie. W ich ojczyźnie było to potępiane i w skrajnych
przypadkach nawet karane całkowitym zakazem letargu. Na szczęście
telepatia nie potrafiła zgłębić najdalszych zakamarków umysłu,
i wykrycie takiej tajemnicy przez innych było prawie niemożliwe.
Z zamyślenia wyrwał ją
syk zamykanej pokrywy sarkofagu.
- Tak, trzeba wracać do
pracy – pomyślała i poleciała do kokpitu. Byli już niedaleko
celu, zaledwie dwanaście godzin lotu by wejść w orbitę tej
planety.
- Będę miała mnóstwo
czasu nim Zeon się obudzi, aby przyjrzeć się jej z bliska. Ciekawe
czy wstępne sondaże się potwierdzą. Jeśli tak, to będzie
oznaczać, że znaleźliśmy istny raj. A co najważniejsze, ja
jestem niego tak blisko. - Leo aż zaświeciła przez moment
czerwonym kolorem z podniecenia. Tymczasem postanowiła obejrzeć
wszystkie przechwycone materiały z nadajników planety. Może dowie
się czegoś już teraz, zanim aparatura będzie mogła dokonać
pełnej analizy składu chemicznego.
***
Statek wszedł w orbitę
planety a silniki nadały nowy kierunek lotu. Spod pancerza wysunęły
sondy i zaczęły rejestrować dane. W kokpicie komputer pokładowy
już zaczął analizować skład chemiczny na podstawie uzyskiwanych
informacji. Leo dostatecznie już zniecierpliwiona postanowiła nie
czekać na pełny zestaw danych, a obserwować na bieżąco cząstkowe
wyniki badania. Jak na razie szacowania zaczęły się potwierdzać,
pierwsze skanowane fragmenty lądu były wręcz bogate w pierwiastki
radioaktywne, tworzące spore skupiska na różnych głębokościach
pod skorupą.
- Prawdziwy skarbiec –
pomyślała Leo. - Aż dziw bierze, że Ludzie nie wykorzystują
takiego potencjału. Widocznie poziom ich rozwoju jest niższy niż
można było wydedukować na podstawie przechwyconych materiałów.
Potrafią latać w przestrzeń kosmiczną, organizować się w duże
skomplikowane społeczności, a nie osiągnęli nic, by ulepszyć
swoje kruche i słabe ciała. Jakim prawem mają posiadać taki skarb
nie potrafiąc nawet z niego zrobić użytku? Już wiem co zeznam w
raporcie. Należy przesiedlić Ludzi bądź ich usunąć. My
wykorzystamy tą planetę tak jak należy. - Leo wyraźnie przybrała
zielonkawy kolor.
Sondy skanowały teraz
fragmenty akwenów wodnych a komputer telepatycznie przekazywał
kolejne zdumiewające wyniki:
„Szacunkowa zawartość
materiałów radioaktywnych w wodzie przewyższa trzydziestokrotnie
wartości na lądach.”
- Niesamowite! Muszę
obudzić Zeona i przekazać te wspaniale wieści.
***
- Tak, nie opłaca się
nawet przenosić tych prymitywów. - stwierdził Zeon – Najlepiej
będzie ich eksterminować i zagarnąć całą planetę dla siebie.
Będziemy sławni jako odkrywcy! Awans, wieczny szacunek i tyle
letargu ile zapragniemy.
- W końcu mówisz do
rzeczy kochany. – zażartowała Leo, teraz nic nie było w stanie
odebrać jej wspaniałego humoru - Nie ma na co czekać, skoro
jesteśmy jednomyślni, to wyślijmy natychmiast raport do Rady
Wspaniałych!
Tak tez uczynili. Po
chwili przyszła spodziewana odpowiedź. Należało w ciągu doby
wyeliminować Ludzi a potem przygotować planetę na przyjęcie
kolonistów. Gdy operacja się powiedzie spłyną na nich najwyższe
nagrody.
- W końcu dostaliśmy
swoją szanse Zeonie! Myślisz, że dzięki temu dostaniemy się do
Rady?
- Zapewne, najdroższa. I
zostaniemy tam po wsze czasy!
Oboje zaczęli pulsować
fioletowym światłem.
***
Gdy Waszyngton przestał
istnieć, a potem Moskwa, rozpętało się prawdziwe piekło. Obydwie
strony nie czekały potwierdzenie tego co się zdarzyło. Jasne było,
że rozpoczęła się trzecia wojna światowa – wojna na
wyniszczenie.
***
- Dziwne – pomyślał
Zeon – wystrzeliłem tylko dwa pociski plazmowe, a sondy wyraźnie
rejestrują dużo wyższe szkody niż przewidywane. Do tego następują
coraz to nowe eksplozje, czyżbym trafił w jakieś składowiska
broni? Tym lepiej, nie potrzebujemy niespodzianek podczas
kolonizacji.
- Przekaz! -
poinformowała Leo – pojawiają się coraz to nowsze informacje o
wybuchach w innych re jonach planety! Nie możliwe by wszystkie były
jakoś ze sobą połączone.
- O co chodzi? - Zeon
wyraźnie się zaniepokoił. - Czyżby ktoś inny także wpadł na
trop tej planety i równocześnie z nami rozpoczął atak?
- Skanowanie przestrzeni
niczego nie wykazuje, jesteśmy tu sami. Sprawdzę jeszcze raz
odczyty z planety. Są kolejne wybuchy, a atmosfera pokryła się w
tych miejscach pyłem.
Wtem Leo najpierw zrobiła
się zielona a w chwilę później spurpurowiała.
- O co chodzi? Co Ci
jest, najdroższa? - wystraszył się Zeon.
- Pomyliliśmy się!
Strasznie się pomyliliśmy! To jednak są istoty zdolne do wyższego
rozwoju. Ale już jest dla nich za późno.
- Dlaczego zmieniłaś
zdanie? Co się tam dzieje?
- Te wybuchy spowodowali
oni! Postanowili umrzeć w ekstazie. Ten pył jest silnie
radioaktwny!
24 luty 2008
publikacja: zin Reaktor
|