Recenzje książek
Mroczny Zbawiciel t1
Jak NIE zginie ludzkość
Apokalipsa według Pana Jana
Trupojad
Operacja Dzień wskrzeszenia



Przyjaciele:
OUTPOST
Submarine
Genetic Labs



Apokalipsa według Pana Jana
Czytając recenzje i opinie na temat tej książki, których można znaleźć w sieci wiele, odniosłem wrażenie skrajności. Albo są to wyniosłe pochlebstwa, albo krytyka po całej linii. Nie byłoby sensu pisać tej recenzji, gdybym nie miał na ten temat własnego, odmiennego zdania.

Główne elementy tej powieści to przedstawienie miejsca akcji – zniszczonego atomową pożogą świata, oraz osadzenie w niej postaci. Sama akcja w moim mniemaniu schodzi na plan trzeci. Realia postapokalipsy przedstawione przez autora wypadają dość sztucznie. Niewiele jest mowy o wszechobecnym promieniowaniu, o jego rozkładzie w terenie i niebezpieczeństwach z tym związanych w epicentrach wybuchów. Generalnie bohaterzy poruszają się gdzie chcą i jak chcą, choroba popromienna jest jedynie wspomniana, a największy postrach sieje świecący niewypał rakiety z głowicą atomową. Autor lekką ręką rzuca dużymi liczbami, jeśli chodzi o posiadane i użyte przez różne kraje atomowe pociski balistyczne, mające moc równą wielu megatonom trotylu. Mimo wystrzelenia tak ogromnego arsenału, życie w miastach to niemal sielanka. Za to aż za dobrze przedstawia się realizm prowadzenia działań militarnych poprzez zreorganizowane Wojsko Polskie. Przez kilka dłuższych chwil czułem się jakbym czytał mapę zamiast powieści fantastycznej. Nie da się ukryć, że takie momenty powodują niechęć do lektury.

Sprawa bohaterów przedstawia się o wiele lepiej, choć i tutaj mam kilka pretensji do autora. A chodzi mi, jakby nie było, o główną postać Pana Jana, o której za wiele się nie dowiemy. Poznajemy jego dawną funkcję w Rządzie RP, nielogiczny plan i motywy, które wywołują wojnę. Następnie mamy tylko ciąg wydarzeń i faktów. Nie wiemy co Pan Jan w danym momencie czuje, o czym myśli. Nie mogłem nakreślić sobie konkretnego obrazu psychologicznego tego bohatera, zawsze wychodziło mi, że jest on pusty wewnątrz. Porównanie do współczesnego Konrada Wallenroda czy też Konrada z Dziadów, jakie wyczytałem na poważnym serwisie, wcale mi tutaj nie pasują. Tam aż kipiały uczucia i wewnętrzne rozterki bohaterów.

Ale nie ma tego złego... W tle całego zamieszania, na wierzch wysuwają się bohaterowie drugoplanowi, którzy zawierają to czego brakowało wcześniej – osobowości. Mam tu na myśli zgraną trójkę: Zawada, Adamczyk, Filipek. Aż się chce czytać wyłącznie przygody tych panów, a przerywniki posuwające naprzód główny wątek byle przekartkować.
Swoją drogą wykorzystanie dziwnej „wodnej” teorii wydaje się zupełnie nietrafione i sprzeczne z finalnymi wydarzeniami książki. Na szczęście im bliżej końca pozycji tym robi się ciekawiej, a przygody trójki przyjaciół pochłaniają zupełnie.

Po lekturze miałem spory niedosyt. Po pierwsze połowa książki jest średnio udana, a po drugie, gdy zaczyna ona naprawdę wciągać dochodzę do okładki. Wydaje mi się, że autor jednak sporo kwestii nie przemyślał i napisał powieść za krótką i zrobił to za szybko. Z chęcią przeczytałbym kontynuację, gdzie do akcji wkraczają bohaterzy drugoplanowi, gdy Pan Jan idzie już w zapomnienie.

Publikacja: serwis OUTPOST

      Kopiowanie treści bez zgody autora zabronione.
Gości: 53415   [zaloguj] Grafika: Genetic Freak Kamilos Labs © 2006-2010